Archiwa tagu: mma

Do Czech za darmo

XIII Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe Sopot – Praga 2010
Drużyna nr 114

1 Maja

12:00 – Start, rozdanie map i wyścig kto pierwszy do SKM-ki. Jedni jadą do Wejherowa, drudzy do Gdańska. My jedziemy do Gda.
13:08 – Autobusem nr 189 jedziemy na PDPS.
13:35-13:47 – Pierwszy stop do Straszyna.
14:36 – Po niecałej godzinie stania jedziemy do Starogardu Gdańskiego. To chyba nie był dobry pomysł. W Starogardzie spotykamy inna drużynę. Kiedy oni na chwilę przestali łapać nam się udaje złapać stopa do Czerska. Jedziemy spokojnie, kierowca się nie spieszy, wywozi nas nawet specjalnie na wylotówkę. Wysiadamy i… spotykamy tę samą drużynę co w Starogardzie! Złapali stopa zaraz po nas ale ich kierowcy się spieszyło…
17:11 – Wysiadamy na obwodnicy Chojnic. Tragedia! Nie ma gdzie łapać! Lepiej było wjechać do miasta. Po długiej wędrówce wzdłuż drogi, po próbie złapania czegokolwiek w pięciu różnych miejscach dochodzimy w końcu do miasta, które chcieliśmy ominąć. 5h poszło na marne. Na starcie Witek (organizator) zapowiedział, że w tym roku nagrodę dostanie również drużyna, która przyjedzie jako ostatnia (przed godz. 12 3-ego maja). Myślę, że mamy spore szanse…
22:08 – Udaje się złapać stopa do Człuchowa. Kierowca jest miły, wywozi nas za miasto na Campol , dużą stację benzynową. Okazuje się, że nie jesteśmy ostatni! Siedzi już tam kilka innych drużyn, w tym nasi kompani ze Starogardu… Pomimo późnej pory, po kolei łapiemy stopa.

Witek zapowiada start MMA 2010 - Sopot MMA 2010 - Gdańsk

2 maja

Zostały już tylko 3 drużyny (nie licząc tych co poszli spać).
00:26 – Zatrzymuje się TIR. Kierowca wysiada, mówi, że może wziąć nas wszystkich na pakę. Pakujemy się i jedziemy do Piły.
01:25 – Obwodnica Piły. Przez kilkanaście minut rozmawiamy jeszcze z kierowcą i idziemy łapać.
Nocleg do godzin porannych.
Rozdzielamy się.
07:53-08:03 – Jazda do Ujścia.
09:06-10:44 – Z sympatyczną rodzinką jedziemy do Poznania. Z jednej strony fajnie, że tak dobrze stop idzie ale z drugiej strony Poznań lepiej omijać. No ale trudno, może tym razem będzie inaczej i da się coś złapać.
Wyjazd komunikacją miejską chwila łapania i przejście na lepsze miejsce zajmuje trzy godziny. Dochodzimy od miejsca, w którym już ktoś łapał przed nami (znajdujemy tabliczki). To nas upewnia, że jesteśmy na szarym końcu.
13:55-14:06 – Poznań -> Stęszew. Znowu miejsce typu „nasi tu byli”.
Stęszew jako, że leży niedaleko Poznania można zaliczyć również do autostopowej czarnej dziury. Przez 4h nic się nie zatrzymuję a samochody jadą non-stop (główna trasa na Wrocław). Robi się coraz później, zaczyna kropić. Trzeba podjąć jakiś desperacki krok. Bierzemy tabliczkę naszych poprzedników i łapiemy na „Wacława” (patrz -> zdjęcia).
19:00-19:47 – Przed 19-tą mówię, że jak zaraz czegoś nie złapiemy to idziemy na stację pytać. Oczywiście po chwili ktoś się zatrzymuje… W niepoważny sposób udało się złapać poważnego gościa. Zabiera nas do Leszna.
19:50-21:07 – Leszno. 3 minuty czekania i jedziemy do Polkowic. Na drodze jakiś wypadek, więc omijamy go drogą polną. Pierwszy raz jadę stopem przez pole!
21:37-21:48 – Chwila na stacji i łapiemy dalej. Pomimo nocy i słabo oświetlonego miejsca zatrzymuje się gość jadący do Lubina. Był to sędzia piłki ręcznej, który dużo jeździ po Polsce.
22:07-22:43 – Znowu chwila łapania i jedziemy do Legnicy! W poznańskiej dziurze za dnia nie szło nic złapać a teraz w nocy przy małym ruchu stop za stopem, co to ma być? Do Pragi jeszcze ponad 200km, jest szansa, że będziemy ostatni!

Na pace Tabliczki autostopowe Wacław

3 maja

W Legnicy posiłek na stacji i krótka wędrówka do wylotówki na Jelenia Górę. Jak na noc, świetne miejsce do łapania – oświetlony przystanek autobusowy. Ruch niewielki. Z nudów zaczynam nadmuchiwać materac, jak zaraz czegoś nie złapiemy to idę spać.
01:28 – Materac już nadmuchany, mija 5 minut i co się dzieje? Zatrzymuję się samochód! Tak, to się nazywa kuszenie losu!
01:45 – Jawor. Stacja Orlenu. Ciemno jak wiadomo gdzie, nic nie jeździ. Trzeba się przespać do rana by rzutem na taśmę uderzyć do Pragi.
06:00 – Pobudka, która miała być o 05:00. Ruch niewielki a do Pragi 222km. Czy uda się w 6 godzin? Czemu miałoby się nie udać?!
07:27-07:52 – Jedziemy do Jeleniej Góry. Kierowca jedzie do Karpacza. Prowadzi go GPS. W Bolkowie okazuje się, że skręca w inną drogę niż na Jelenią Górę. No dobra, wysiadamy…
08:12 – W końcu jedziemy do Jeleniej Góry.
08:37 – Jelenia Góra. Do Pragi 160km. Do końca mistrzostw: 3h40min. Ostatnie miejsce w zasięgu ręki.
09:00 – Super. Jedziemy do Szklarskiej Poręby z gościem, który wczoraj już kilka par podwoził. Zna tę trasę na pamięć więc na hamulec rzadko naciska. Dobrze dla nas bo czas goni.
09:19 – Szklarska Poręba. Szybkie zakupy, szybka wymiana waluty i idziemy łapać. Czas na dojazd do Pragi 144km/2h40min. Zaczyna mocno padać. Albo ktoś nas weźmie z litości albo nie weźmie w ogóle.
09:39 – Zatrzymuje się Audi na austriackich tablicach. Jest dobrze! Czy jedzie do Pragi? Jedzie nawet dalej – do Wiednia! Jestem już dobrej myśli – będziemy przed 12tą na mecie.
Początkowo jedziemy krętymi, wąskimi uliczkami. Zaczynam wątpić w to czy zdążymy na 12:00. Kierowca jednak lubi przycisnąć. Gdy dojeżdżamy do autostrady oddycham z ulgą. Zdążymy! Według GPSa w Pradze będziemy kilka minut po 11tej. Po cichu mam nadzieję, że kierowca zawiezie nas na metę.
11:05 – Kierowca mówi, że na pewno nie wjedzie do Pragi i wysadzi nas gdzieś przy obwodnicy. Tak też robi.
11:10 – Patrzę na mapę, jakieś 10km do mety. Komunikacją miejską na pewno nie zdążymy – trzeba łapać. Szybko robię tabliczkę TROJA (dzielnica na której jest meta). Miejsce do łapania jest średnie ale jesteśmy widoczni, kierowcy zwracają na nas uwagę. Nic się jednak nie zatrzymuję.
11:45 – Koniec łapania. Poddajemy się. Już nawet piratem drogowym nie zdążymy. Czas dojechać do mety jakkolwiek.

Po przesiadkach autobus-metro-autobus o godzinie 14:00 zjawiliśmy się na mecie. A było tak blisko… Zabrakło tylko dobrej woli kierowcy byśmy byli ostatni…

Praga Praga Praga

Z Sopotu do Lwowa w 24h

No i po mistrzostwach…

24 godziny w trasie, 37 miejsce, nowe znajomości i wspaniale spędzony czas. Tak w skrócie wyglądały moje tegoroczne mistrzostwa autostopowe do Lwowa. A jak było dokładniej? Sytuacja na trasie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Z Gdańska udało się wyjechać bez problemu aż do Nidzicy. Stamtąd złapaliśmy stopa do samego Lublina! Niestety szczęście zamieniło się w nieszczęście. Kierowca po wykonaniu około dziesięciu różnych telefonów, powiedział, że nie musi już jechać do Lublina i jedzie tylko do Warszawy a potem odbija na Białystok. No i wysadził nas w Łomiankach. Miejsce do łapania wydawało się niezłe ale i tak zanim wydostaliśmy się z Wawy minęło 5 godzin. Na stacji przy drodze na Lublin spotykamy kilka drużyn, które jadą Vanem do… Lwowa! Niestety mają już tylko jedno miejsce wolne. Ale co to, nie można w 4 osoby na trzech siedzeniach jechać? Pewnie, że można. A co na to ukraiński kierowca? A no nic, było ciemno (północ), on był zmęczony a że między 8 a 10 jest niewielka różnica, nic nie zauważył i pojechaliśmy dalej. 15 minut jazdy i stop – pół godziny drzemki. Kolejne pół godziny jazdy – godzina drzemki. I tak przez całą noc. Że jest nas za dużo, kierowca zorientował się dopiero koło godziny 7:00 jak przed granicą wysiedliśmy na zakupy w Biedronce. A że był wyjątkowo uprzejmy, zawiózł nas wszystkich do granicy w Hrebenne. Do Lwowa dostaliśmy się z Polakiem. Ukraińcy bardzo mili. Najpierw jeden kierowca marszrutki (ukraiński autobus) wytłumaczył (po Polsku!) jak dojechać do centrum. W marszrutce do centrum zaczepił mnie kolejny Ukrainiec. Pyta się:
– Polaki?
– Tak.
– Przez 27 lat do Polski jeździłem, co dwa dni, jako kierowca!
Jadąc przez miasto pokazywał co ciekawsze miejsca i trochę o nich opowiadał. Wytłumaczył gdzie wysiąść i w co wsiąść by dojechać do mety mistrzostw – Basiwki. Nawet pieniądze rozmienił. Okazało się, że numer marszrutki do mety to nie 71A tylko 171A. Jadąc nią widzimy inne drużyny błądzące po Lwowie. Meta znajdowała się poza obwodnicą. Gdyby jechać przez Medykę to nawet do miasta nie trzeba by było wjeżdżać. Organizacja okazała się nie najlepsza ale atmosfera na mecie jak zwykle wspaniała. Pełno niesamowitych ludzi i mile spędzony czas. Dla takich chwil się podróżuje…

Lwów Grand Rezort XII MMA Lwów 2009

Po mistrzostwach chciałem się zapuścić dalej w Ukrainę ale nie było chętnych. Toteż odwiedziłem po raz kolejny dzikie Bieszczady. Na Ukrainę na pewno przyjdzie jeszcze czas…

Jeszcze tylko wspomnę o marszrutkach. Nie ma na nie biletów, paragonów czy jakiejkolwiek kontroli, płaci się tylko kierowcy gotówką. Co ciekawe – wszyscy płacą! Nawet jak jest tłok a ktoś wsiada tylnym wejściem to daje przykładowo 10 hrywien pasażerom żeby podali do przodu. 10 hrywien dociera do kierowcy, ten wydaję resztę i ta reszta wraca z powrotem do właściciela przez cały autobus! Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce?