Archiwa tagu: bangkok

Sylwester na Khao San Road

Długo się zastanawiałem gdzie spędzić sylwester. Wiadomo było, że w Bangkoku ale gdzie dokładnie? Lubię Sylwester spędzać hucznie, dlatego Khao San Road było dobrym miejscem, by udać się tam w ostatni dzień roku. W każdy zwykły dzień jest tam mnóstwo ludzi, to ile będzie w Sylwestra? Pomieszczą się wszyscy? Na szczęście nie było tak źle. Ludzi tylko trochę więcej niż zwykle. Sprzedawców i garkuchni tyle samo. Dodatkowo tylko jakąś scenę dostawili. Ja się bawiłem wraz z Couchsurferami w Center Khao San. Czytaj dalej Sylwester na Khao San Road

Transport w Tajlandii czyli nie daj się naciągnąć

Z Bangkoku chcę się dostać Ayutthaya. Pierwszy napotkany na Khao San Road gość proponuje transport busem za 250 bahtów. 250? Prezcież to tylko 70km. Poszukam dalej. Zaczepia mnie Tuk-tukciarz. Mówi, że zabierze mnie za 5 bahtów do placówki Tourism Authority of Thailand i tam mi załatwią transport. Gość wygląda mi bardzo podejrzanie zwłaszcza, że zaproponował tak niską cenę. Olewam go. Zaczepia mnie jakiś starszy gość, wygląda normalnie. Też wspomina o TAoT. Dobra, pojadę tam. Jak tylko podszedłem pod placówkę od razu ktoś otwiera mi drzwi i zaprasza do środka. Super klimatyzowane pomieszczenie z kilkoma pracownikami przy biurkach. Żadnych interesantów, każda kolejna osoba przekazuje mnie do kolejnej aż w końcu trafiam do gościa siedzącego przy biurku na samym końcu. Dobrą angielszczyzną pyta się gdzie jadę.

– Chcę jechać do Ayutthaya. Macie jakieś busy?
– Tylko do Ayutthaya? A potem?
– Potem do Chiang Mai.
– Chiang Mai? Proponuję Ci nocny pociąg do Chiang Mai. W drodze powrotnej możesz wysiąść w Ayutthaya.
– Nie, ja chcę najpierw do Ayutthaya.
– OK. To pociąg do Ayutthaya a następnego dnia nocny pociąg do Chiang Mai.
– Może być.
– To wyniesie tyle…
I tu wybija na kalkulatorze jakąś cenę z kosmosu.
– Przepraszam. Czy nie wklepał Pan o jedno zero za dużo?
– Nie, to cena za nocny pociąg.
– Ale przecież to nie powinno tyle kosztować…
– Ok, zniżka specjalnie dla ciebie.
Obniżył cenę o napiwek…
– Ale to nic nie zmienia. Nadal za drogo.
– Wiesz jakie są ceny za transport do Chiang Mai?
– Wiem. Na Khao San są busy za 400 bahtów.
– Ok, w takim razie wracaj na Khao San i jedź busem. Goodbye!
Zgniata kartkę z notatkami i wyrzuca do kosza.
– Goodbye.

W porządku gość. Widząc, że mnie nie naciągnie zaoszczędził sobie i mnie czas.
Nagle przypomniał mi się Chińczyk, którego pierwszego dnia poznałem w Chinatown (tak, zacząłem zwiedzać Tajlandię od Chinatown). Powiedział mi, że busy na północ odjeżdżają z pod Victory Monument.
Łapię tuk-tuka.

– Zawiezie mnie tam Pan za 50?
– 50? za 200!
– 70.
– 150.
– Taksówka będzie mnie kosztować 70!
– No to jedź taksówką. Bye!
– Bye!

Zamiast wdychać spaliny w Tuk-Tuku, pojechałem klimatyzowaną taksówką za 75 bahtów.
Nie minęło 5 minut jak znalazłem busa do Ayutthaya za 60 bahtów. Jechałem z samymi Tajami, stąd taka uczciwa cena.
W Ayutthaya na dworcu kupiłem bilet na nocny pociąg do Chiang Mai za cenę 7 razy niższą niż proponował mi gość w TAoT.
Nie dać się naciągnąć w Tajlandii to niezła sztuka.
Ktoś się zapyta: dlaczego nie pojechałeś stopem?
Odpowiedź jest prosta: nie chciało mi się stać w upale nie wiadomo gdzie w Bangkoku, który się nigdy nie kończy. Przy tak niskich cenach transportu na dalekie odległości autostop traci sens. No i czasu też nie mam za wiele. Na krótkie odległości za to sprawdza się znakomicie, ale o tym kiedy indziej.

Pierwsza noc w Bangkoku

Po prawie 12 godzinach lotu, 8000km w powietrzu, dwóch całkiem niezłych posiłkach i jednym filmie wylądowałem w Bangkoku. Różnica temperatur między Tajlandią a Polska: 45 stopni. Mnie się to podoba. 35 Bahtów za AirportLink i już jestem w mieście. Poruszanie się po mieście to czysta przyjemność: ruch lewostronny, brak sygnalizacji świetlnej dla pieszych a komunikacja tańsza niż barszcz. Albo niż Tom Yum, w końcu jestem w Tajlandii. Są tu wszystkie rodzaje transportu (oprócz tramwajów!!) jakie znam. Do wyboru do koloru. Znalezienie Hostelu zajęło mi godzinę. Nie dlatego, że nie mogłem go znaleźć – jest ich tu pełno na każdej ulicy. Problem był, że przyjechałem późnym popołudniem jak już wszystko oblężone przez backpackersów. Za 250 bahtów (około 27zł) dostałem pokój przypominający więzienną celę. Zamiast szyb deski a zamiast krat moskitiera. Wielkie twarde łóżko, wiatrak głośny jak odkurzacz, brak prądu, prysznic tylko z zimną wodą (w taki skwar po co komu ciepła woda?) no i kibel typu „na Małysza”. Jednak to wszystko to w Tajlandii standard. Na prawdę nie ma co narzekać. Nawet bym powiedział, że to mi się podoba :). Cenę mogłem negocjować, bo za tanio to nie było…