Nordszon

NordszonW dniach 10-11 listopada, odbędzie się pierwsza edycja Nordszonu – marszu po ziemi puckiej i wejherowskiej. Chodzi w tym o to żeby iść ;). Trasa ma ponad 100km a przewidziany czas na jej pokonanie to nieco ponad 24h. Spokojnie się zdąży normalnym tempem. Początek o 18:00 w sobotę 10 listopada, koniec o 20 w niedzielę. Uczestnictwo bezpłatne ale liczba miejsc ograniczona: 150. Więcej informacji na stronie Nordszonu: http://rwm.org.pl/nordszon/

Zachęcam wszystkich do wzięcia udziału – ja już się zapisałem :).

Królowa autostopu

Teresa Dancewicz – 74-letnia autostopowiczka. Zjeździła już pół świata – Europę, Azję, Afrykę. Teraz wyruszyła na Kubę. Jest dowodem na to, że na jazdę autostopem nigdy nie jest za późno. Podróżuje samotnie i za to chyba należy się jej największy szacunek. Więcej o jej osobie i podróżach możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Statystyki, ciekawostki, obserwacje

Statystyki z mojej podróży po Polsce autostopem:

Przejechanych kilometrów: 2252 w tym 191 płatnymi środkami lokomocji (nie licząc trasy Bieszczadzkiej Kolejki)
Złapanych stopów: 40
Średni czas łapania: ~20 minut
Najdłuższy odcinek przejechany jednym samochodem: 186 km z Ostrzeszowa do Katowic
Najkrótszy odcinek: 6km Giżycko – Wikaski
Najdłużej łapany stop: 1.5h w Sanoku (w Poznaniu czekałem 1h45min i zrezygnowałem)
Najszybciej złapany stop: Około 20 sekund w Nowym Dworze Gdańskim
Spotkanych autostopowiczów: 4
Zrobionych zdjęć: 458
Koszt całej podróży: 412,48 zł (31,73 zł na dzień)
Zgubione przedmioty: szczotka i telefon komórkowy
Najczęściej jechałem Fiatem – 8 razy, TIR/ciężarowy i Volkswagen – 6 razy, Ford – 4, Mercedes, Toyota, Daewoo, Renault, Nissan, Opel – 2, BMW, Volvo, Skoda, Mini BUS, Polonez – 1. Jeden nie pamiętam jakiej był marki.

Dwa razy odmówiłem jazdy bo jechali nie tam gdzie chciałem.
Cztery razy zatrzymała się sama kobieta (jedna z małym dzieckiem).
W większych miastach najczęściej zatrzymują się ci, co sami kiedyś jeździli stopem, w małych miastach i wioskach ludzie starsi, przyzwyczajeni że ktoś chce podjechać kilka(naście) kilometrów.

Final Lap

Zygmunt August17 sierpnia 2007 – Z Białegostoku wyruszyłem o 8 rano. Przed 10 byłem już w Augustowie. Pierwsze co się rzuca w oczy w tym mieście to TIRy. Może to już wszyscy wiedzą ale tam naprawdę jeździ ich masa, w żadnym mieście przez jakie przejeżdżałem nie było ich aż tylu. Na szczęście w części turystycznej miasta jest spokój. Ogólnie okolice bardzo ładne, jezioro Necko, Kanał Augustowski, Puszcza Augustowska, no i dolina Rospudy, którą chciałem zobaczyć ale się nie udało :/. Pogoda była pochmurno-deszczowa a dojazdu żadnego, trzeba by iść z 8 km. No trudno, kiedyś jeszcze na pewno tam wrócę. Po zwiedzeniu miasta pojechałem PKSem do Olecka a stamtąd stopem do Giżycka. Giżycko to kolejne turystyczne a za razem ostatnie miasto w mojej podróży. Pierwsze co zwiedziłem to oczywiście Twierdza Boyen. Trochę się zawiodłem muszę przyznać, myślałem że będzie większa a to tylko jakieś mury przysypane ziemią i porośnięte trawą. Samo miasto bardzo przyjemne, dużo turystów ale nie jest zatłoczone. Nie wielu widziałem plażowiczów, ludzie tu głównie przyjeżdżają popływać na łódkach, których jest od groma. Przez miasto przechodzi Kanał Łuczański łączący jezioro Niegocin z Kisajno, nad którym znajduje się najstarszy (i chyba jedyny?) w Europie most obrotowy. Niedaleko tego mostu znalazłem nocleg w całkiem przyjemnym domku.

Jezioro Czos18 sierpnia 2007 – Dziś ostatni dzień. Cel – Gdańsk. Z Giżycka pierwszym stopem dojechałem zaledwie do pobliskiej wioski Wikaski. Stamtąd za to złapałem okazję aż do Olsztyna z przystankiem w Mrągowie. Korzystając z okazji zwiedziłem trochę miasto i muszę przyznać, że to kolejne miłe miejsce na wypoczynek. Ale niestety trzeba ruszać w drogę… Z Olsztyna ruszyłem w stronę Morąga i tej trasy całkowicie nie polecam! Lepiej jechać do Ostródy i stamtąd w stronę Elbląga – dużo lepsza droga, samochodów więcej i prawdopodobnie szybciej. Jednak bez większych problemów dojechałem do Morąga ale tam stałem prawie godzinę zanim coś złapałem. Po raz pierwszy musiałem odmówić (i to dwa razy!) skorzystania z podwózki z powodu takiego, że nie jechali tam gdzie chciałem. Ale jak już się udało to dojechałem aż do Nowego Dworu Gdańskiego. Tam złapałem najszybszego stopa w całej podróży. Zatrzymał się po około 20 sekundach! I oczywiście dojechałem nim do Gdańska :-).

Tak zakończyłem dwu-tygodniowy voyage po Polsce autostopem. Dziękuję wszystkim, którzy mnie podwieźli, których spotkałem na trasie, którzy uraczyli mnie swoją gościnnością oraz tym co pomogli mi w taki czy inny sposób przetrwać trudne i kłopotliwe chwile.

Pozdrawiam wszystkich i zapewniam, że to nie koniec moich podróży autostopem :-)

CB Radio rulez

Lutcza16 sierpnia 2007 – Ten dzień był niemożliwy. Chciałem z Krosna dojechać aż do Augustowa a co najciekawsze prawie mi się udało :). Choć początek zapowiadał się nienajlepiej. Wyruszyłem przed 9 a zanim znalazłem się w Rzeszowie była już godzina 12. Chyba w ramach rekompensaty, stąd złapałem stopa do samego Lublina! I to jeszcze z Poznania! Może Poznaniacy nie są wcale tacy źli… Kierowcą okazał się w porządku młody chłopak. Przed dojazdem do miasta próbował wywołać przez CB Radio kogoś jadącego w kierunku Białegostoku, niestety nikt się nie zgłaszał. Wysadził mnie w takim razie w centrum przy wyjazdowej na Białystok, bo sam musiał jeszcze jechać zrzucić towar. Korzystając z tego, że jestem w Lublinie postanowiłem zobaczyć obóz koncentracyjny i jeniecki w Majdanku. Na miejsce dojechałem autobusem. Dochodząc do parkingu zauważam znajomą twarz i znajomy samochód. To kolega który mnie tu przywiózł, który też postanowił skorzystać z okazji i zwiedzić obóz. Tak więc spotykamy się ponownie. Pierwsze co się spytał to „Będziesz tak chodził z plecakiem czy wolisz zostawić w samochodzie?”. Plecak ważył 13kg a teren zwiedzania jest dość duży więc wybór był oczywisty. Razem zwiedziliśmy obóz po czym odwiózł mnie na wylotówkę i ponownie próbował wezwać jakiegoś mobile. Tym razem udało się! Co prawda tylko do Lubartowa ale zawsze coś. W połowie drogi odzywa się kolejny, który jedzie aż do Międzyrzecza Podlaskiego. Oczywiście korzystam z okazji i zamieniam Volkswagen Transporter na Tira. W Międzyrzeczu nie udaje się nikogo złapać przez radio (bardzo mały ruch), dlatego jestem zmuszony łapać „ręcznie” ;). Po 10 minutach zatrzymuje się starszy pan osobowym Oplem z CB radiem i wywołuje kolejnego co jedzie do samego Białegostoku! Przesiadka i o godzinie 22 jestem na miejscu. Za późno już żeby łapać stopa do Augustowa i żeby znaleźć nocleg, dlatego po raz kolejny rozbijam namiot w dzikim ale ustronnym miejscu. Noc mija bez problemów.

Krosno i okolice

Góry - Bieszczady14 sierpnia 2007 – Pierwszego dnia w Krośnie postanowiłem odpocząć od autostopu i PKS-em wybrałem się do Odrzykonia, gdzie na Kamieńcu znajdują się ruiny zamku, którego wydarzenia opisał m.in. Aleksander Fredro w „Zemście”. Następnie również PKS-em pojechałem do wsi Bóbrka gdzie niedaleko znajduje się Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego. Po zwiedzeniu muzeum okazało się, że powrotny PKS mam za prawie 2h tak więc nie miałem wyboru i musiałem łapać stopa. Samochody rzadko jeżdżą ale jak to na wsiach jest większa szansa, że coś się zatrzyma. Po 5 minutach już jechałem stopem do następnej wioski. Stamtąd do Krosna jechałem najbardziej zdezelowanym samochodem. Stary dostawczy Renault, w którym non-stop coś stukało, pukało, pierdziało a jego wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Mimo to udało się dojechać do celu.

15 sierpnia 2007 – Tego dnia pojechałem przejechać się bieszczadzką kolejką wąskotorową kursującą na odcinku Majdan – Wola Michowa. Kupiłem bilet w jedną stronę. Jadąc stopem zostałem poinformowany, że można w ogóle biletu nie kupować i wsiąść „na Jasia” ale chciałem być uczciwy… Z Woli próbowałem łapać stopa do Komańczy. Niestety prawie nic tam nie jeździło a że biletów na kolejkę nikt nie sprawdzał wróciłem do Majdana za darmo :-).

Byle najszybciej, byle najdalej…

Nocleg - Kraków12 – 13 sierpnia 2007 – Opuszczam Poznań. Po wczorajszych doświadczeniach nastawiam się na to, że może być ciężko. Okazuję się że niepotrzebnie. Po 20 minutach łapię stopa do Ostrowa Wielkopolskiego. Kierowca ucieszył się na wieść, że poprawił opinie o Poznaniakach. Z Ostrowa podjeżdżam tylko kawałek do Oszczeszowa. Tam za to złapałem najlepszego stopa z całej podróży! Nie tylko dlatego, że złapałem go po niecałych dwóch minutach i do samych Katowic to jeszcze z fajnym towarzystwem! Był to Fiat Bravo z młodymi ludźmi, którzy jechali akurat na koncert Toola z okazji Metal Hammer Festival w katowickim Spodku. Kierująca nim Magda (pozdrawiam) kiedyś sama bardzo dużo jeździła stopem, dlatego teraz zabiera wszystkich stopowiczów jakich spotka na drodze. Pomimo, że jechała nas już czwórka to i tak zatrzymała się by wziąć kolejną autostopowiczkę, która chciała podjechać tylko 6km. W miłej atmosferze dojechałem do Katowic, a że to brzydkie miasto postanowiłem pojechać jeszcze do Krakowa. Kłodzko ominąłem bo było zupełnie nie po drodze. Z Katowic nie wiedziałem jak wyjechać, a że Śląsk to jedno wielkie miasto to trochę ciężko byłoby trafić okazję jadącą w moim kierunku dlatego też zdecydowałem się, że pojadę pociągiem. W Krakowie byłem 21:20. Szukałem noclegu w różnych miejscach ale nic legalnego nie znalazłem dlatego też musiałem rozbić się namiotem gdzieś na dziko. Znalazłem świetną miejscówkę między płotem a wielkim drzewem przez co z ulicy i chodnika w ogóle nie było mnie widać. Niestety noc nie należała do najprzyjemniejszych. Prawie cały czas padało przez co namiot przemókł i zalało mi plecak. Około 7 rano nie miałem wyboru i musiałem ruszać dalej w drogę skoro chciałem dziś dojechać do Bieszczad. Z Krakowa pojechałem do Wieliczki na wylotową drogę. Po 10 minutach złapałem okazję do Bochni. W Bochni po raz pierwszy zatrzymała się sama kobieta! Jednak mit zostaje obalony, że kobiety się nie zatrzymują. Był to najwolniejszy stop w całej podróży a wszystko przez objazdy, ruchy wahadłowe i korki tym spowodowane. Mimo to około 14 byłem już w Krośnie. Chciałem dojechać jeszcze do Przemyśla ale tak zaczęło lać, że odechciało mi się wszystkiego. Dwie godziny stałem pod dachem przy jakimś szpitalu odnowy biologicznej (chyba?!). Pochmurno – deszczowa pogoda utrzymywała się cały czas ale wykorzystując to, że akurat nie pada poszedłem szukać noclegu. Po dwóch godzinach bezowocnego szukania chciałem już wracać do Gdańska pociągiem… ale trafiłem na rynku na informacje o noclegach. Zainteresowała mnie pewna oferta Oratorium „Twój Dom”. To był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że nocleg tani to jeszcze w czystych i wygodnych warunkach (byłem sam w 7-osobowym pokoju!). Wtedy już wiedziałem, że zostanę tu przynajmniej 2 dni. Gdyby ktoś szukał noclegu w Krośnie to polecam właśnie to miejsce.

Autostopowe zadupie…?

10 sierpnia 2007 – W Ustce zatrzymałem się na trzy dni dlatego, że Damian który podwiózł mnie ze Słupska zaproponował, że może mnie również podwieźć do Poznania, bo będzie jechał tam akurat w Piątek (10.08) z dziewczyną. Niestety nie dodzwoniłem się do niego bo ciągle włączała się poczta głosowa. Może jednak nie chciał pomóc ale wtedy po co by podawał mi swój numer? Miał wyjeżdżać o 8 tak więc po 7 pojechałem do Słupska i poszedłem na drogę wylotową z nadzieją, że może go złapię. Niestety nie udało się… Ale za to co innego złapałem. Po około 40 minutach zatrzymała się Toyota LandCruiser! Przez prawie całą drogę licznik wahał się pomiędzy 100 a 150km/h. Szkoda tylko, że podróż przez to trwała bardzo krótko, bo facet jechał tylko do Trzebielina. Ale wrażenia z jazdy bezcenne :). Tam złapałem stopa do Miastka. W Miastku spotkałem pierwszego autostopowicza. Niestety wepchał się przede mnie i pierwszy złapał okazję. Po chwili i mnie się udało i dojechałem do Człuchowa. Tu było ciężko. Droga szybkiego ruchu a pobocze wąskie. Po około 10 minutach dołączyła do mnie lokalna autostopowiczka. Ta natomiast znała zasady i stanęła za mną. Przez około godzinę nie mogliśmy nic złapać – wreszcie się udało. Podjechaliśmy razem 15 km do Barkowa. Jej przypasowało bo odbijała tam na swoją wioskę – ja niestety musiałem łapać dalej do Poznania. Po 10 minutach udało mi się złapać bezpośredniego stopa! I miałem dodatkowe szczęście bo po chwili zaczęło lać jak z cebra… Po drodze mało brakowało abyśmy mieli wypadek. Jakieś 3 sekundy przed nami Opel Vectra wpadł w poślizg i uderzył w boczną barierkę i stanął w poprzek jezdni. Ledwo zdążyliśmy wyhamować. Po udzieleniu mu pomocy bez kłopotów już dojechaliśmy do Poznania. Tam czekał na mnie znajomy Tomek, który zawiózł mnie do hotelu.

11 sierpnia 2007 – tego dnia chciałem udać się do ZOO Safari a później do Kłodawy do bunkrów. Wyszedłem więc na drogę wyjazdową na Gorzów Wielkopolski. Miejsce wydawało się idealne. Pełno samochodów, non-stop coś jedzie, zatoczka autobusowa, ja dobrze widoczny a przez prawie 2h nic nie udało się złapać! Ręka już mi drętwiała od trzymania jej w pozycji poziomej przez ponad 1.5h. W między czasie spotkałem kolesia, który mnie ostrzegł, że „Poznaniacy to chamy, nie zatrzymują się”. Chyba miał rację… Zrezygnowany poszedłem odwiedzić ogród botaniczny. Wieczorem razem z Tomkiem pojechałem na partyjkę snookera, stadion Lecha i na Maltę. Jutro zamierzam opuścić Poznań. Czy uda się wyjechać?

Ustka

Ustka6 – 9 sierpnia 2007 – Rozbiłem się namiotem u kolegi Wojtka koło stadniny koni. Ustka to chyba najlepsze nadmorskie miasto. Jest tu wszystko co można znaleźć nad polskim morzem: plaża, kurort, klify, wydmy, molo, latarnia, rejsy wycieczkowe i wiele innych atrakcji. Wydmy może nie robią takiego wrażenia jak te w Łebie ale prowadzi przez nie „Ścieżka dydaktyczna”, którą warto się przejść. Niedaleko nich znajduje się punkt widokowy z piękną panoramą na morze, Ustkę, wydmy i pobliskie lasy. Klify lepsze niż w Gdyni, dłuższe i ciekawiej położone, no i można po nich pochodzić. Plaże na prawdę czyste (podobno najczystsze w Polsce), oczywiście pełno plażowiczów ale jak się pójdzie trochę na wschód pod klify to jest luźniej i widoki lepsze. Samo miasto bardzo ładne, czyste i zadbane. Jak wszędzie pełno ogródków piwnych, restauracji i stoisk z pamiątkami.

Na zwiedzenie wszystkiego poświęciłem trzy dni, nachodziłem się sporo ale warto było. Fotki będą później, bo jest ich trochę dużo a teraz nie mam czasu by je wyselekcjonować i wrzucić. Poza tym wcięło mi gdzieś kabel do usb…

PS. Obecnie jestem w Krośnie…

Podróżuj! Śnij! Odkrywaj!