Archiwum kategorii: Ukraina

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu to nie jest miejsce dla turystów. Nie można tu sobie przyjechać, kupić bilet i wejść pozwiedzać. Ilość przepustek, łapówek i znajomości potrzebna by wejść do środka przerasta zwykłego śmiertelnika. Miałem to szczęście, że załatwili to wszystko za mnie ludzie ze Strefy Zero. Chwała im za to. Czytaj dalej Elektrownia jądrowa w Czarnobylu

Z Sopotu do Lwowa w 24h

No i po mistrzostwach…

24 godziny w trasie, 37 miejsce, nowe znajomości i wspaniale spędzony czas. Tak w skrócie wyglądały moje tegoroczne mistrzostwa autostopowe do Lwowa. A jak było dokładniej? Sytuacja na trasie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Z Gdańska udało się wyjechać bez problemu aż do Nidzicy. Stamtąd złapaliśmy stopa do samego Lublina! Niestety szczęście zamieniło się w nieszczęście. Kierowca po wykonaniu około dziesięciu różnych telefonów, powiedział, że nie musi już jechać do Lublina i jedzie tylko do Warszawy a potem odbija na Białystok. No i wysadził nas w Łomiankach. Miejsce do łapania wydawało się niezłe ale i tak zanim wydostaliśmy się z Wawy minęło 5 godzin. Na stacji przy drodze na Lublin spotykamy kilka drużyn, które jadą Vanem do… Lwowa! Niestety mają już tylko jedno miejsce wolne. Ale co to, nie można w 4 osoby na trzech siedzeniach jechać? Pewnie, że można. A co na to ukraiński kierowca? A no nic, było ciemno (północ), on był zmęczony a że między 8 a 10 jest niewielka różnica, nic nie zauważył i pojechaliśmy dalej. 15 minut jazdy i stop – pół godziny drzemki. Kolejne pół godziny jazdy – godzina drzemki. I tak przez całą noc. Że jest nas za dużo, kierowca zorientował się dopiero koło godziny 7:00 jak przed granicą wysiedliśmy na zakupy w Biedronce. A że był wyjątkowo uprzejmy, zawiózł nas wszystkich do granicy w Hrebenne. Do Lwowa dostaliśmy się z Polakiem. Ukraińcy bardzo mili. Najpierw jeden kierowca marszrutki (ukraiński autobus) wytłumaczył (po Polsku!) jak dojechać do centrum. W marszrutce do centrum zaczepił mnie kolejny Ukrainiec. Pyta się:
– Polaki?
– Tak.
– Przez 27 lat do Polski jeździłem, co dwa dni, jako kierowca!
Jadąc przez miasto pokazywał co ciekawsze miejsca i trochę o nich opowiadał. Wytłumaczył gdzie wysiąść i w co wsiąść by dojechać do mety mistrzostw – Basiwki. Nawet pieniądze rozmienił. Okazało się, że numer marszrutki do mety to nie 71A tylko 171A. Jadąc nią widzimy inne drużyny błądzące po Lwowie. Meta znajdowała się poza obwodnicą. Gdyby jechać przez Medykę to nawet do miasta nie trzeba by było wjeżdżać. Organizacja okazała się nie najlepsza ale atmosfera na mecie jak zwykle wspaniała. Pełno niesamowitych ludzi i mile spędzony czas. Dla takich chwil się podróżuje…

Lwów Grand Rezort XII MMA Lwów 2009

Po mistrzostwach chciałem się zapuścić dalej w Ukrainę ale nie było chętnych. Toteż odwiedziłem po raz kolejny dzikie Bieszczady. Na Ukrainę na pewno przyjdzie jeszcze czas…

Jeszcze tylko wspomnę o marszrutkach. Nie ma na nie biletów, paragonów czy jakiejkolwiek kontroli, płaci się tylko kierowcy gotówką. Co ciekawe – wszyscy płacą! Nawet jak jest tłok a ktoś wsiada tylnym wejściem to daje przykładowo 10 hrywien pasażerom żeby podali do przodu. 10 hrywien dociera do kierowcy, ten wydaję resztę i ta reszta wraca z powrotem do właściciela przez cały autobus! Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce?