Archiwum kategorii: Tajlandia

Nic nie robić, nie mieć zmartwień

Chłodnego shake’a w cieniu pić…

Od ponad 3 tygodni nic nie robię. To znaczy robię, ale nie za bardzo. Jeżdżę sobie z jednego miejsca do drugiego bez konkretnego celu. Po przekroczeniu granicy z Malezją pojechałem do Krabi. Od taki sobie spokojny kurort. Jednego dnia wybrałem się do Ao Nang. Tam już zbyt tłoczno i głośno. Wróciłem tego samego dnia. Następnie wybrałem się do Khao Lak.
Czytaj dalej Nic nie robić, nie mieć zmartwień

Hua Hin

Hua Hin – tajski nadmorski kurort, coś jak Sopot, tylko że większy. Właściwie nie wiedziałem czego tam szukam. Miasto z niczego nie słynie, do zobaczenia nic tu nie ma a plaże są piękniejsze gdzie indziej. Mimo to pojechałem tam by wyrwać się na chwilę z Bangkoku (to tylko 200km). Pierwsze co się rzuca w oczy (w turystycznej okolicy) to starość. Kurde, co ja tu robię? Gdzie Ci wszyscy młodzi backpackerzy? Czemu średnia wieku tutejszych farangów* to jakieś 50 lat? Przeszedłem kilka ulic w poszukiwaniu noclegu i już znałem odpowiedź. Czytaj dalej Hua Hin

Sylwester na Khao San Road

Długo się zastanawiałem gdzie spędzić sylwester. Wiadomo było, że w Bangkoku ale gdzie dokładnie? Lubię Sylwester spędzać hucznie, dlatego Khao San Road było dobrym miejscem, by udać się tam w ostatni dzień roku. W każdy zwykły dzień jest tam mnóstwo ludzi, to ile będzie w Sylwestra? Pomieszczą się wszyscy? Na szczęście nie było tak źle. Ludzi tylko trochę więcej niż zwykle. Sprzedawców i garkuchni tyle samo. Dodatkowo tylko jakąś scenę dostawili. Ja się bawiłem wraz z Couchsurferami w Center Khao San. Czytaj dalej Sylwester na Khao San Road

Boże Narodzenie po tajsku

Według różnych źródeł, Chrześcijan w Tajlandii jest od 0,8% do 1,5%. Boże Narodzenie nie jest dniem wolnym od pracy i nie jest świętowane. Mimo to nie da się nie poczuć świątecznego klimatu. Świątecznego, nie bożonarodzeniowego. Próżno szukać symbolów religijnych. Wszędzie tylko choinki, łańcuszki, dzwonki, świecidełka, mikołaje i renifery. Kierowcy autobusów w czapkach św. Mikołaja, bary i sklepy obwieszone złotymi dekoracjami „Marry Christmas” albo „Happy New Year”. Nawet na plaży nie brakuje sztucznych choinek. Tajowie uwielbiają się bawić więc każdą taką okazję wykorzystują w sposób rozrywkowy. Szukałem jakiegoś miejsca czy spotkania gdzie mógłbym spędzić wigilię w sposób polsko-europejski. Czytaj dalej Boże Narodzenie po tajsku

Ostatni dzień świata na Ko Chang

Ile końców świata już było? Ile ich jeszcze będzie? Nie wiem, nigdy w żaden nie wierzyłem ale każdy z nich to dobry powód by przeżyć ten dzień wyjątkowo. Pojechałem na Ko Chang. Największą wyspę na zatoce tajlandzkiej. Największa nie znaczy najciekawsza. Z resztę wszystkie są podobne do siebie. Wybrałem tą, bo nie wiem dlaczego. Czytaj dalej Ostatni dzień świata na Ko Chang

Transport w Tajlandii czyli nie daj się naciągnąć

Z Bangkoku chcę się dostać Ayutthaya. Pierwszy napotkany na Khao San Road gość proponuje transport busem za 250 bahtów. 250? Prezcież to tylko 70km. Poszukam dalej. Zaczepia mnie Tuk-tukciarz. Mówi, że zabierze mnie za 5 bahtów do placówki Tourism Authority of Thailand i tam mi załatwią transport. Gość wygląda mi bardzo podejrzanie zwłaszcza, że zaproponował tak niską cenę. Olewam go. Zaczepia mnie jakiś starszy gość, wygląda normalnie. Też wspomina o TAoT. Dobra, pojadę tam. Jak tylko podszedłem pod placówkę od razu ktoś otwiera mi drzwi i zaprasza do środka. Super klimatyzowane pomieszczenie z kilkoma pracownikami przy biurkach. Żadnych interesantów, każda kolejna osoba przekazuje mnie do kolejnej aż w końcu trafiam do gościa siedzącego przy biurku na samym końcu. Dobrą angielszczyzną pyta się gdzie jadę.

– Chcę jechać do Ayutthaya. Macie jakieś busy?
– Tylko do Ayutthaya? A potem?
– Potem do Chiang Mai.
– Chiang Mai? Proponuję Ci nocny pociąg do Chiang Mai. W drodze powrotnej możesz wysiąść w Ayutthaya.
– Nie, ja chcę najpierw do Ayutthaya.
– OK. To pociąg do Ayutthaya a następnego dnia nocny pociąg do Chiang Mai.
– Może być.
– To wyniesie tyle…
I tu wybija na kalkulatorze jakąś cenę z kosmosu.
– Przepraszam. Czy nie wklepał Pan o jedno zero za dużo?
– Nie, to cena za nocny pociąg.
– Ale przecież to nie powinno tyle kosztować…
– Ok, zniżka specjalnie dla ciebie.
Obniżył cenę o napiwek…
– Ale to nic nie zmienia. Nadal za drogo.
– Wiesz jakie są ceny za transport do Chiang Mai?
– Wiem. Na Khao San są busy za 400 bahtów.
– Ok, w takim razie wracaj na Khao San i jedź busem. Goodbye!
Zgniata kartkę z notatkami i wyrzuca do kosza.
– Goodbye.

W porządku gość. Widząc, że mnie nie naciągnie zaoszczędził sobie i mnie czas.
Nagle przypomniał mi się Chińczyk, którego pierwszego dnia poznałem w Chinatown (tak, zacząłem zwiedzać Tajlandię od Chinatown). Powiedział mi, że busy na północ odjeżdżają z pod Victory Monument.
Łapię tuk-tuka.

– Zawiezie mnie tam Pan za 50?
– 50? za 200!
– 70.
– 150.
– Taksówka będzie mnie kosztować 70!
– No to jedź taksówką. Bye!
– Bye!

Zamiast wdychać spaliny w Tuk-Tuku, pojechałem klimatyzowaną taksówką za 75 bahtów.
Nie minęło 5 minut jak znalazłem busa do Ayutthaya za 60 bahtów. Jechałem z samymi Tajami, stąd taka uczciwa cena.
W Ayutthaya na dworcu kupiłem bilet na nocny pociąg do Chiang Mai za cenę 7 razy niższą niż proponował mi gość w TAoT.
Nie dać się naciągnąć w Tajlandii to niezła sztuka.
Ktoś się zapyta: dlaczego nie pojechałeś stopem?
Odpowiedź jest prosta: nie chciało mi się stać w upale nie wiadomo gdzie w Bangkoku, który się nigdy nie kończy. Przy tak niskich cenach transportu na dalekie odległości autostop traci sens. No i czasu też nie mam za wiele. Na krótkie odległości za to sprawdza się znakomicie, ale o tym kiedy indziej.