Archiwum kategorii: Malezja

Pożegnanie z Malezją

Wpis z dużym opóźnieniem, bo nic mi się ostatnio nie chce. Męczą mnie upały. Jest tak duszno, że pocę się nawet siedząc w cieniu nic nie robiąc. Temperatura w słońcu oscyluje w granicach 35-40 stopni. Może narzekam, ale niech będzie nawet i +50, to i tak nie ma szans bym zatęsknił za zimą. Ze stopem w Malezji nie ma problemu, ale nawet 5 minut stania w upale daje się we znaki. Z Cameron Highlands pojechałem zrelaksować się na wyspę Langkawi. Czytaj dalej Pożegnanie z Malezją

Z wizytą w krainie herbaty

Z gorącego Kuala Lumpur (~35 stopni) udałem się w nieco chłodniejszy rejon – Cameron Highlands. To odkryta w 1885 przez Williama Camerona kraina, która później przemieniła się w królestwo herbaty. Prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce w Malezji. I najchłodniejsze. Temperatura w dzień to 20 kilka stopni (tymczasem w odległym o 80km Ipoh prawie 40). Po prawie 2 miesiącach ciągłych upałów, taki chłód to czysta przyjemność. Czytaj dalej Z wizytą w krainie herbaty

W wielkim mieście – Kuala Lumpur

Jestem już w Kuala Lumpur prawie tydzień, więc wypadałoby coś o tym napisać. Po przyjeździe do miasta wsiadłem w skytrain, by dojechać do centrum. Pociąg po kilku stacjach zjeżdża pod ziemię, by za chwilę znów wyjechać na powierzchnie. Jadąc przez centrum wjeżdża w budynki i wije się między nimi. Linia obsługiwana jest bezzałogowo. Staję więc na przodzie i czuję się jak w rollercoasterze. Następnie melduję się w hostelu w Chinatown i ruszam na miasto. Czytaj dalej W wielkim mieście – Kuala Lumpur

Pojedynek z dżunglą – Taman Negara

Pojechałem do Kuala Tahan. To wioska, w której kończy się asfalt a zaczyna dżungla – Taman Negara. Jak podają jest to jeden z najstarszych na świecie lasów tropikalnych liczący ileś tam milionów lat. Nie wiem czym się taki las wyróżnia, więc poszedłem to sprawdzić. Dokładnie – poszedłem. Chciałem poczuć dżunglę na własnej skórze. Czytaj dalej Pojedynek z dżunglą – Taman Negara

Melaka i coś na deser

Singapur, niby małe państwo a zajeło mi 2 godziny przedostanie się do Malezji. Za granicą łapię pierwszego stopa i już chcą mnie zawieźć na dworzec. Mówię, że nie chcę, chcę jechać poza miasto. Mówią mi, że jadą tylko za centrum ale mogą mnie podrzucić na dworzec autobusowy. W tym czasie zaczynać padać – urwanie chmury. „Na pewno nie chcesz jechać autobusem?” pytają. Skusiłem się. Niech mnie gromy, wydałem całe 19 ringgitów (19zł) na autobus do Melaki. W autobusie za to jaka wygoda: tylko 3 fotele w rzędzie i mnóstwo miejsca na nogi. Szkoda, że nie jest to światowy standard. Czytaj dalej Melaka i coś na deser