Prypeć

Prypeć – Miasto Widmo

O katastrofie w Czarnobylu słyszał każdy. O wyludnionym mieście Prypeci prawie każdy. Jeszcze 30 lat temu tętniące życiem miasto, dziś – opustoszałe i popadające w ruinę. Mnie takie miejsca przyciągają, więc wybrałem się tam razem ze strefą zero.
Pripyat

Budowę Prypeci rozpoczęto w 1970 roku, jako miasto dla pracowników pobliskiej elektrowni w Czarnobylu. Projektowane było jako wzorcowe miasto przyszłości dla całego ZSRR. Miasto idealne do życia. I takim się stało. Nagradzane było między innymi za innowacyjność planistyczno-architektoniczną. W 1985 roku mieszkało w nim 47,5 tys ludzi.
Prypeć

Noc 26 kwietnia 1986 roku zmieniła wszystko. Mimo braku pewności co do zagrożenia radiologicznego, dzień po awarii reaktora w bloku nr4 elektrowni jądrowej w Czarnobylu, władze ZSRR nakazują ewakuację ludności z całego miasta. W ciągu trzech godzin ewakuowano prawie 50 tys ludzi. Pierwotnie tylko na 3 dni. Ostatecznie zakazano powrotu do miasta całkowicie. Tym samym Prypeć stał się największym opuszczonym miastem na świecie.
Prypeć

Autobus wysadza naszą grupę w samym centrum Prypeci. I czas na obalenie pierwszego mitu: jaka jest tam radioaktywność? Czy jest tam bezpiecznie? Odpowiedź brzmi: tak. Dozymetr wskazuje 0,26 µSv/h. Dla porównania – średnie promieniowanie w Warszawie wynosi 0,15 µSv/h. Tak więc, nie odbiega tu ono od normy. Gdyby nie wysiedlono stąd ludzi na stałe, można by tu żyć do dziś.

Prypeć - wierzowiec

Eksplorację miasta zaczynam od ulicy Łazariewa, przy której znajdują się dwa monumentalne wieżowce z sierpem i młotem na dachu. Wewnątrz innych budynków można znaleźć mnóstwo innych symbolów ZSRR – głównie propagandowe hasła.

Prypeć

W Wydziale Propagandy wciąż znajdują się malowidła przywódców radzieckich i ulotki, przygotowane na obchody święta pracy – 1 maja 1986.
Prypeć

Bulwar Lenina – główna droga Prypeci. W dużej mierze już zarośnięta i zniszczona. Przechodząc koło bramy wjazdowej zaczepia mnie strażnik. Ostrzega żebym nie chodził samemu.
– Dlaczego? – pytam.
– Dziki tu chodzo!
– Dziki? Dziki przecież nie atakują ludzi.
– Wczoraj było tu kilka. Bądź ostrożny…
Wydaje mi się, że po prostu musiał kogoś zaczepić. Nudził się pewnie siedząc pół dnia w budce bez sensu.
Znana jest historia, kiedy jeden z funkcjonariuszy przyczepił się do kierowcy autobusu (który nie chodzi po mieście, tylko czeka w autobusie aż turyści wrócą), że ten wyszedł z pojazdu na papierosa. Zawieźli go na komisariat, spisali protokół i odwieźli go z powrotem bym mógł wywieźć ludzi ze strefy. Po co to wszystko? Ano po to by wykazać się interwencją, by udowodnić władzom, że są tu potrzebni, że nie można zostawić miasta samopas, bo ludzie sobie nie poradzą. Dlatego bez przepustki nie można się tu dostać.

W Prypeci obowiązują reguły, których „trzeba” przestrzegać, takie jak:
– nie wolno wchodzić do budynków (ekhm…)
– nie wolno kłaść niczego na ziemi (poza statywem do aparatu)
– nie wolno z miasta niczego wynosić
Czy ktoś to kontroluje? Niby tak, ale patrole jeżdżą rzadko i tylko po głównych drogach. Przestrzeganie tej pierwszej zasady zwłaszcza nie ma sensu, bo po co niby by się tu przyjeżdżało?

Hotel Polissia

Prypeć

Ostrzegają też, by nie zbliżać się do obiektów w wesołym miasteczku, bo „smażą”. Dozymetru nie miałem przy sobie, ale im wierzę. Nie szkodzi jednak podejść i zrobić sobie na tle Diabelskiego Młyna zdjęcie (ja sobie odpuściłem).
Diabelski Młyn

Prypeć

Są w mieście również inne miejsca, które smażą dużo bardziej. Na przykład piwnice szpitala, w których złożono hełmy, skafandry i buty strażaków, którzy jako pierwsi przybyli gasić pożar elektrowni po awarii. Tam promieniowanie dochodzi nawet do 900 µSv/h (4500 razy ponad normę). Niektórym to nie przeszkadza i tam wchodzą. Nawet zabierają ze sobą „artefakty”. Tak – z Prypeci nie przywozi się pamiątek, ale artefakty.

Maski przeciwgazowe

Jednym z mitów jest to, że maski przeciwgazowe rozrzucone w jednym z budynków, to te które były używane przez wojskowych i cywilów podczas ewakuacji Prypeci. Jest to nieprawda. Pochodzą one z magazynów, które zostały splądrowane po wyludnieniu miasta. Wszystkie maski pozbawione są filtrów – te zostały skradzione i użyte do filtrowania bimbru.

Strefa Zero

Miasto niszczeje z roku na rok. A jeszcze do 2001 roku było w bardzo dobrym stanie. Nawet miało czynny basen dla pracowników pozostałych bloków elektrowni (ostatni z 3 działających reaktorów wyłączono dopiero w roku 2000) jak i dla czynnych wciąż zakładów Jupiter (tajne zakłady przeróbki paliwa jądrowego). Dopiero później, gdy wojsko opuściło miasto, przybyli szabrownicy i złomiarze, którzy rozkradli już chyba wszystko, dewastując przy tym budynki najbardziej jak się dało. Do tego wszystkiego dokłada się matka natura, która odbiera co swoje.
To już ostatnie lata kiedy można obejrzeć Prypeć dziką i cichą. Strona ukraińska robi co raz to większe problemy z przepustkami (czyt. łapówki). Są projekty, by skomercjalizować miasto w celach turystycznych. Inni mówią o wyburzeniu. Co przyniesie przyszłość? Zobaczymy.