Żona na sprzedaż

Będąc w Tajlandii z tajskiego masażu skorzystałem raz. Nic specjalnego – takie tam wyginanie ciała na wszystkie strony. Nie czułem się po nim ani lepiej, ani gorzej. W Siem Reap podobnie jak w Tajlandii salonów masażu od groma. Przejść nie można spokojnie, bo ciągle słyszysz „massage sir?”. Pewnego dnia powiedziałem sobie „A skorzystam! Raz można!”. Nie wiedziałem wtedy, że nie skończy się to na jednej wizycie.
Salon masażu
Wychodzę na jedną z uliczek z salonami masażu. Nie wybieram, który najlepszy. Po prostu czekam aż ktoś do mnie podbiegnie i zaczepi. Nie musiałem czekać długo. Drobna dziewczyna w młodym wieku wyskakuje na ulicę z cennikiem.
– Chcesz masaż?
– Chcę masaż stóp. Pół godziny. Ok?
– Jasne.
Kładę się na leżaku i masażystka zaczyna robić swoje. Wciera olejek w moje stopy, wygina palce, uciska to tu, to tam. Zaczyna też rozmowę.
– Dobry masaż?
– Dobry.
– Jak długo zostajesz w Siem Reap?
– Z kilka dni pewnie.
– Wrócisz jutro?
– Może…
– Wszyscy mówią, że może wrócą. I nigdy nie wracają.
– No to ja wrócę.
– Nie wierzę ci.
– Obiecuję.
– Zobaczymy…
Masaż tak na prawdę był taki sobie. Powiedziałem, że wrócę tylko dlatego, bo mi się spodobała. Nie poznałem tu jeszcze nikogo, więc była to dobra okazja.

Wracam następnego dnia. Sela – tak jej na imię, jest akurat wolna. Wydaje się być zadowolona z tego, że mnie widzi ponownie. Tym razem biorę body massage. Podczas masażu próbuję nawiązać jakąś głębszą konwersację. Jest to jednak trudne gdyż jej angielski jest fatalny. Pojedynczymi słowami udaje się dogadać. Nawet mnie atakuje.
– Nie jesteś dobry. Zostawiłeś mi wczoraj mały napiwek.
– Jak to mały? Ile miałem ci zostawić?
– Więcej! Inni dają po 5-10$ dolarów.
– Za masaż za 3$ nie dam ci przecież 5$ napiwku!
– Bo jesteś niedobry.
– Nie mów tak. Chodź dziś ze mną na kolację. W ramach napiwku.
– Nie mogę.
– Dlaczego?
– Pracuję do północy.
– No to po północy.
– Po pracy wracam z siostrą do domu. Sama zostać nie mogę.
– No to weźmy też twoją siostrę.
– Jeśli się zgodzi…

Wracam o północy. Sela już czeka z siostrą.
– Jedziemy coś zjeść? – pytam się.
– Nie, jedziemy do domu. Chcesz jechać z nami?
– Jasne! Ale głodny jestem.
– Ok, to jedźmy najpierw coś zjeść.
W czasie kolacji ostrzegają, że ich rodzina jest bardzo biedna, że mieszkają w fatalnych warunkach i mnie może się to nie spodobać. Zapewniam je, że na wszystko jestem przygotowany. Po kolacji za 10$ dla 3 osób wsiadamy na skuter i wyjeżdżamy poza miasto. Po 20 minutach jesteśmy na miejscu. Dom z zewnątrz wygląda jak nie dom. Srebrna falista blacha i nic więcej. W dwóch miejscach wycięte drzwi. Nie wygląda to dobrze. Moja opinia zmienia się po wejściu do środka. Kafelki na podłodze, tapety na ścianach, telewizor, elektryczność, kolumny i zaparkowany skuter. Całkiem fajnie wygląda ta „bieda” w Kambodży. W ciągu 5 minut poznaję całą rodzinę, która tu mieszka. Jej kolejną siostrę, dwóch braci, matkę, ojca, siostrę matki i 4 dzieci jednej z jej sióstr. Całkiem wesoła gromadka. Dla dzieci jestem atrakcją – mam białą skórę! Cała rodzina zaczyna żartować. Oczywiście nic nie rozumiem, ale jestem pewien, że żarty dotyczą mojej osoby. Czasami starsza siostra stara się co nieco przetłumaczyć. W końcu rozmowa schodzi na poważniejszy temat:
– Chcesz ją za żonę?
– Nie wiem, przecież poznałem ją dopiero wczoraj.
– Pamiętaj: nie ma małżeństwa – nie ma bum-bum!
– Rozumiem.
– A żeby było małżeństwo to muszą być pieniądze: no money no honey.
– Aha, czyli pieniądze najważniejsze?
– Jeśli nie masz pieniędzy, nie będziesz dobrym mężem.
– Ile muszę ich mieć?
– 10.000 $ dla całej naszej rodziny.
– To kupa forsy!
– No money no honey! – powtarza jeszcze raz.

Khmerska chata

Oczywiście do transakcji nie doszło. Pomijam to, że nie było mnie na nią stać. Kupowanie miłości za pieniądze, to nie to czego szukam. Ta suma, to tak na prawdę zapewnienie rodziny, że jest się w stanie żonę utrzymać. Cała kasa pewnie i tak rozejdzie się w ciągu miesiąca. Kupią nowy skuter (o który w żartach prosili), nowe kosmetyki i ciuchy. Jeszcze coś dla mnichów, by polepszyć swoją karmę. A później powrócą do takiego samego życia jak przedtem. Najważniejsze jest tu i teraz, o przyszłości się nie myśli.

Dodać jeszcze należy, że aż tak pazerne na kasę to nie są. Polubiliśmy się (ja i dwie siostry). Po nocy spędzonej z całą rodziną, następnego dnia pojechaliśmy na bazar. Nawet postawiły mi śniadanie. Po południu wzięły mnie na uroczystość z okazji buddyjskiego święta Makha Bucha. Wszystko to w przyjaznej atmosferze, bez traktowania mnie jak bankomat. Wieczorem wziąłem ostatni masaż od Seli. Tym razem zostawiłem większy napiwek. Ku dobrej pamięci. Może w przyszłym roku się zobaczymy. O ile ktoś jej w tym czasie nie kupi…

  • Marlon Brando

    Te głośniki w chałupie wystarczą, żeby obudzić całą wieś!

  • Agnieszka

    Nie da się ukryć, u nas bieda wygląda gorzej. Ładny pokoik.

  • Marlon Brando

    Czemu obrazka z „żoną” na głównej stronie nie da się powiększyć? :)

  • http://matipl.pl Mateusz Kamiński

    Sporo regionów na świecie żyje w sposób „tu i teraz”. I tak naprawdę, chyba trudno Europejczykowi stwierdzić co jest lepsze.

    „Kupowanie miłości za pieniądze” – nie traktowałbym tego tak. Nie znam tej kultury, ale przypuszczam że wspomniane 10k jest to w pewnym stopniu wyrównanie strat jakie poniesie rodzina tracąc Córkę, która dorzuca się do wspólnego budżetu.

    • http://autostopowicz.net/ Marek

      Trudno? Wiadomo, że oszczędzanie jest lepsze. To pierwszy krok do bogactwa. Sporo regionów właśnie ma z tym problem, że oszczędzać nie potrafią. Każde ekstra zarobione pieniądze wydają od razu na luksusy, by poczuć się lepiej niż wczoraj. 76% Tajów nie ma żadnych oszczędności. Podejrzewam, że w Kambodży ten odsetek jest jeszcze większy, zwłaszcza że większość nie ma tam nawet konta w banku.

  • arek

    Moj kolega w Tajlandi mial tajke za 5 funtow 24godziny. Warto tam jechac,bo ja za 20f mialem 3 sztuki z kolacja i masaze do bolu. W Polsce dziewczyny robia to na dyskotece za darmo,jak przyjada na zachod z pieknymi opalonymi z Azji lub Arabami tez zreszta za darmo. A tam wilk syty i owca cala.

  • http://kondux.pl/ Kondux.pl

    Ciekawy wpis. Ja trochę pojeździłem po Chinach i Tajwanie, ale nie spotkałem się z czymś takim. Chociaż pewnie gdybym chwilę poszukał to na kontynencie mógłbym znaleźć żonę ;)

    • http://autostopowicz.net/ Marek

      Z tego co wiem od znajomych, to w Chinach najłatwiej o NAJLEPSZĄ żonę :)

      • http://kondux.pl/ Kondux.pl

        W przyszłym roku jadę na Tajwan, więc do Chin blisko :P
        A tak na poważnie to kupowanie żony jest dla mnie trochę dziwne, chociaż pewnie dla wielu osób to duża szansa.

  • Polak

    swoją droga ja bym chciał kupić sobie żonę tak kobiety nie mają uczuć to dla nich nie ma róznicy .

  • alek

    gdybym nie byl zonaty pewnie bym skorzystal, tyle ze potargowalbym sie troche:)
    Ale tak na serio to jest chore zjawisko. Trzeba miec troche godnosci.