Khao Lak

Nic nie robić, nie mieć zmartwień

Chłodnego shake’a w cieniu pić…

Od ponad 3 tygodni nic nie robię. To znaczy robię, ale nie za bardzo. Jeżdżę sobie z jednego miejsca do drugiego bez konkretnego celu. Po przekroczeniu granicy z Malezją pojechałem do Krabi. Od taki sobie spokojny kurort. Jednego dnia wybrałem się do Ao Nang. Tam już zbyt tłoczno i głośno. Wróciłem tego samego dnia. Następnie wybrałem się do Khao Lak.

Khao Lak

W Khao Lak zatrzymałem się na kilka dni. Spacerowałem po plaży, piłem drinki, czytałem książki na laptopie (w następną podróż na pewno biorę Kindle’a!) i zapoznawałem się z historią tsunami. To kurort, który najbardziej ucierpiał podczas tsunami w 2004 roku. Zniszczeń już nie widać, wszystko zostało odbudowane.
Przez kolejny tydzień siedziałem w Bangkoku. W międzyczasie padł mi dysk w laptopie. Byłem wkurzony, straciłem wiele notatek, obrobionych zdjęć (niektóre przepadły bezpowrotnie, nie wszystkie miałem zapisane w aparacie), ale tylko jeden dzień wystarczył bym przestał się tym przejmować. Bo niby czym? Żyję, podróżuję i odpoczywam jednocześnie, w miejscu które lubię. W miejscu, w którym mógłbym zostać chyba już na zawsze. Dysk można odkupić a notatki napisać jeszcze raz. Złośliwość rzeczy martwych nie stanie mi na przeszkodzie.

Od 3 dni jestem w Kambodży. Od 3 dni w Siem Reap i jeszcze nie byłem w Angkor Wat. Nie spieszy mi się. Wszystko w swoim czasie. Nie chodzi o to, by gnać przed siebie jak najszybciej, zaliczając co tylko się da i należy. Gdy jest się pierwszy raz w jakimś kraju, należy na początku trochę przystanąć, zapoznać się z terenem, wtopić w tutejszą kulturę i styl życia. Nie byłem w Angkor Wat, ale za to zdążyłem już zamieszkać z khmerską rodziną w domu z blachy i desek. Już wiem gdzie zjeść najlepiej i najtaniej, komu ufać a komu nie i ile co jest warte. Do Angkor Wat się wybiorę jak będę gotowy. Jestem pewien, że nie ucieknie.

  • Jacynta

    bylem i ja tam z zona, i w wielu innych jak Meksyk czy Emiraty ale Tajlandia chyba jest rajem na Ziemi.