Tajsko-malezyjska ściema

Autostopem dojeżdżam do Bukit Kayu Hitam, gdzie jest przejście graniczne z Tajlandią. Kierowca nie jechał do Tajlandii więc mnie wysadził przed granicą. Do bramek dochodzę pieszo. Sprawdzają tylko samochody. Nie widzę nigdzie znaków dla pieszych. Nikt się mną nie interesuje. Idę dalej…
Dochodzę do kolejnych bramek. Jakiś mundurowy patrzy na mnie z niewielkim zainteresowaniem. Podchodzę do niego i pokazuję mu paszport (choć nie prosił o to). Przegląda tak, jakby nie wiedział co ma z tym zrobić. Pyta się:
– Rossija??
– Nie, Polska.
– Aaa… Polszka…
Oddaje mi paszport i każe iść dalej. Żadnej pieczątki, nic? O co tu chodzi…

Po niecałym kilometrze marszu w upale dochodzę do kolejnych bramek. Tym razem tajskich. Oznakowanie takie, że nie mam pojęcia gdzie iść. Znak dla pieszych wskazuje na budki, w których nikogo nie ma. Przeszedłem bramki i nic. Czy ktoś tu w ogóle ma ochotę sprawdzić mój paszport? Halo! Ja już jestem w Tajlandii! Mam iść dalej?

Wiedząc jakie mogę mieć potem kłopoty, cofam się. Widzę z boku Immigration Office. O! Pójdę tam! Wchodzę do środka, kobieta daję mi do wypełnienia kwitek, po czym od razu mnie wygania. Pokazuje, że biurko do formularzy jest na zewnątrz. Ok. Wypełniłem formularz i co dalej? Idę do jednego z okienek, które obsługuje samochody. Mundurowy coś krzywo patrzy na mój paszport.
– Skąd przybywasz?
– Z Malezji.
– Gdzie masz pieczątkę wyjazdową?
– Nie mam, a potrzebuję? Na granicy nikt mnie nie zatrzymał.
– Wróć się do Malezji po pieczątkę, bo inaczej cię nie wpuszczę. I następnym razem idź do tych bramek obok.

Jak to mnie nie wpuści? Przecież w Tajlandii bylem przed chwilą. Wróciłem się tu z własnej, lekko przymuszonej woli.

Wracam na granicę Malezyjską. Odnajduję okienko, w którym siedzi jakaś kobieta. Daję jej paszport, wbija mi pieczątkę bez zadawania pytań i już. Cała operacja trwała jakieś 5 sekund. Idę z powrotem do granicy z Tajlandią.

Ustawiam się w kolejce do bramek dla pieszych. Stoi w niej już kilka osób, widocznie ktoś już je obsługuje. Jednak jakiś mundurowy kieruje mnie do tego samego okienka co poprzednio. Gość jest niezadowolony.
– Mówiłem byś poszedł do bramek dla pieszych. Mój komputer nie działa.
– Stałem tam i mnie skierowali tutaj.
Z niezadowoleniem sprawdza dane z mojego paszportu czy się zgadzają ze wnioskiem. Następnie przegląda jakieś papiery w poszukiwaniu informacji na ile dni ma mi wbić pieczątkę. I cały ten „problem” z komputerem polegał właśnie na tym – wszystko musiał robić ręcznie. Wbija mi pieczątkę na 15 dni.

Jeśli będziecie musieli kiedyś uciekać z któregoś z tych krajów – granica w Bukit Kayu Hitam wydaję się być dobrym kierunkiem. Przekroczenie jej bez paszportu nie stanowi problemu.

  • Może mają jakąś wzajemną umowę o małym ruchu przygranicznym i pieszymi się nie przejmują ;)

  • Emi

    podobnie wyglądała granica indyjsko-nepalska:) Musiałam nawet obudzić graniczników, żeby mi łaskawie pieczątkę wbili

  • zenek

    ja bym to olal i tyle,