Pożegnanie z Malezją

Wpis z dużym opóźnieniem, bo nic mi się ostatnio nie chce. Męczą mnie upały. Jest tak duszno, że pocę się nawet siedząc w cieniu nic nie robiąc. Temperatura w słońcu oscyluje w granicach 35-40 stopni. Może narzekam, ale niech będzie nawet i +50, to i tak nie ma szans bym zatęsknił za zimą. Ze stopem w Malezji nie ma problemu, ale nawet 5 minut stania w upale daje się we znaki. Z Cameron Highlands pojechałem zrelaksować się na wyspę Langkawi. Po drodze jeszcze odwiedziłem miasto George Town, które jest urocze, ale już po wizycie w innych miastach malezyjskich niczym mnie nie zaskakuje. Langkawi to mój ostatni przystanek przed opuszczeniem Malezji.

Langkawi

Przypływam na wyspę wieczorem. Na całej wyspie nie ma żadnego transportu publicznego. Są za to Taksówki, które mają stałe ceny i są bardzo drogie. Dlatego po wyjściu z promu rozglądam się za jakimiś obcokrajowcami, którzy prawdopodobnie jadą w to samo miejsce co ja – Pentai Chenang, największa plaża na wyspie. Wśród tłumu samych lokalnych ludzi wypatruję parę backpackersów. Mam szczęście, jadą tam gdzie ja. Dzielimy się kosztami.

Życie nocne na wyspie bardzo spokojne. Nie ma żadnych głośnych imprez. Można się dzięki temu spokojnie wyspać.
Spośród dziesiątek atrakcji jakie oferują tutejsze biura wybrałem jedną: kolejkę linową. Najstarsi górale może pamiętają, ale ja nie, kiedy to ostatni raz taką jechałem. Nie mogłem sobie tego odmówiić.

Cable car
W kolejce stałem dobre pół godziny.

Po kilkunastu sekundach w gondoli wrażenie jest piorunujące. Wagoniki zaczynają się bujać kilkanaście, a potem kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Rozglądając się wokół ma się wrażenie (i w sumie tak jest!) jakby się wisiało w powietrzu.

Cable car
Widok do przodu..
...i do tyłu.
…i do tyłu.

Pomiędzy jednym słupem trzymającym liny, a bazą na samej górze jest jakieś kilkaset metrów. A gondole se wiszą ot tak na jakiejś lince. Gdy wiatr mocniej zawieje, wszystko zaczyna się trząść i robi się trochę straszno. Nic się jednak stać nie może, bo przecież to normalne.

Kabiny wiszą w powietrzu kilkadziesiąt metrów na ziemią
Gondole wiszą w powietrzu kilkadziesiąt metrów na ziemią
Widok z samej góry
Widok z samej góry.
Sky Bridge
SkyBridge był zamknięty z powodu remontu. Informują o tym dopiero na górze…

Po wycieczce kolejką udałem się na wodospady, by się trochę zrelaksować i ochłodzić. Po drodze spotkałem małpe wraz z całą rodizną i koleżankami. Nie chciała się jednak zaprzyjaźnić.

Monkey
Chciałem się zaprzyjaźnić z małpą, ale nie była zainteresowana.

Waterfall

Langkawi

Tak minął mój ostatni dzień w Malezji. Ogólnie kraj bardzo mi się podobał, jednak większość miejsc jest typu pojechać, zaliczyć i nie wracać. Do powrotu zachęca jedynie Kuala Lumpur. Reszta do zobaczenia na raz.