Marina Bay Sands

Singapur – pierwsze wrażenia

Przyleciałem do Singapuru tak samo z chęci jak i przymusu. Uwielbiam duże miasta z drapaczami chmur. Jednak odstraszało mnie to, ze jest to miasto bardzo drogie, a wysokie mandaty i kary chłosty są tu na porządku dziennym. Jeden nieprawidłowy ruch i już do czynienia z policją. Ciągły stres czy nie zrobiliśmy czasem czegoś niezgodnie z prawem. Czy faktycznie tak jest? Ile w tym prawdy, że Singapur jest sterylnie czysty, i że rzucenie papierka na ziemie może nas kosztować kilkaset S$? Sprawdźmy…

Marlion
Czystość
Lotnisko czyściutkie, nowoczesne i piękne (choć te w Kuala Lumpur zrobiło na mnie lepsze wrażenie). Narkotyków u mnie nie znaleźli, więc szubienica mi nie grozi. Jadę metrem do Little India. Metro również czyste. Wysiadam. Zanim wyjdę na ulicę muszę przejść przez centrum handlowe. Nadal czysto. Przechodzę parę przecznic i już jestem w Little India. Hmm, czy to nadal Singapur? Budynki z betonu i drewna jakby z poprzedniej epoki. Papierki i śmieci walają się po ulicy. Gdzie ta policja wręczająca mandaty? Czy tu prawo już nie sięga? Przeszedłem się też do Chinatown i tam podobnie. Następnie w okolice Marina Bay – centrum biznesowe. I tam faktycznie – czysto. Przez te kilka kilometrów jakie zrobiłem nie widziałem policji ani razu. Ogólnie, spacerując po całym mieście nie widać syfu i jest bezpiecznie. Ale tak samo czysto i bezpiecznie jest chociażby w Norwegii gdzie tak restrykcyjnego prawa nie ma.
Marlion
Ceny (1S$ = ~2,5zł)
Drogo? Może. Bardzo drogo? Na pewno nie. Najdroższe jest zakwaterowanie. Tańszego hostelu niż 20S$/noc nie widziałem. Ceny żywności porównywalne z zachodem Europy. Bary i restauracje oczywiście najtańsze w Chinatown. Ceny za talerz makaronu lub ryżu z mięsem zaczynają się od 3S$. W Little India nieco drożej ale nadal przystępnie. Transport miejski również tani. Nie droższy niż w Warszawie. Za przejazd metrem ani razu nie zapłaciłem więcej niż 2S$.

Marina Bay Sands

Czy chciałbym tu zamieszkać? Trudno mi powiedzieć. Te obserwacje to jedynie punkt widzenia ze strony turysty. Ze strony obywatela na pewno wygląda to inaczej. Z żadnym Singapurczykiem nie miałem okazji rozmawiać o tutejszym życiu, a 2 dni to za mało, by poczuć to miasto. Niemniej jednak, podoba mi się.