Hua Hin

Hua Hin – tajski nadmorski kurort, coś jak Sopot, tylko że większy. Właściwie nie wiedziałem czego tam szukam. Miasto z niczego nie słynie, do zobaczenia nic tu nie ma a plaże są piękniejsze gdzie indziej. Mimo to pojechałem tam by wyrwać się na chwilę z Bangkoku (to tylko 200km). Pierwsze co się rzuca w oczy (w turystycznej okolicy) to starość. Kurde, co ja tu robię? Gdzie Ci wszyscy młodzi backpackerzy? Czemu średnia wieku tutejszych farangów* to jakieś 50 lat? Przeszedłem kilka ulic w poszukiwaniu noclegu i już znałem odpowiedź.

Hostele – nie dla budżetowców. Te, które były tanie były już pełne. Zanim znalazłem pokój w przyzwoitej cenie to minęły z 2h. W tym czasie zgłodniałem, więc idę coś zjeść. Ledwo wyszedłem z hostelu i już do mnie krzyczy jakaś Tajka „Hello! Special massage?!”. No właśnie…

Bary, kluby, salony masażu – wszędzie dziewczyny. Nie byle jakie. Ładne, młode, żądne „przygód”. Nie mogę nigdzie dojść spokojnie. W którą uliczkę bym nie skręcił, to któraś mnie zaczepi. Ulice są tak wąskie, że trudno je ignorować. Wzrok sam błądzi na lewo i prawo. „Sawasdee Mr Long Hair! Do you want me tonight?”. Nie, głodny jestem, chcę tylko coś zjeść!

Restauracje – european, russian, scandinavian, italian, all nations, do wyboru do koloru. Najwięcej chyba rosyjskich (z menu pisanym cyrylicą) i tajskich z owocami morza. Tych drugich jeszcze nigdzie nie widziałem tyle co w Hua Hin. Ostatecznie i tak kończę na Pad Thai z Banana Shake. Najedzony odwiedzam nocny market. Nic nie kupuję.

Następny dzień, wcześnie rano. Wychodzę coś zwiedzić póki miasto nie zacznie żyć swoim życiem. Idę na punkt widokowy Khao Hin Lek Fai. Strzelam parę fotek i wracam. Kilkukilometrowa wędrówka w upale sprawia, że nie czuję się zbyt dobrze. Resztę dnia spędzam w hostelu.

Hua Hin

Minęła północ a z ulicy ciągle dobiega głośna muzyka. Spać mi się nie chce. Wychodzę na hostelowy balkon zaczerpnąć świeżego powietrza. W tym czasie z pokoju na przeciwko wychodzi młoda Tajka w szlafroku i zmierza szybkim krokiem do łazienki. Po chwili, z tego samego pokoju wychodzi 60-letni facet w samych slipach. Zmierza na balkon. Też potrzebował świeżego powietrza. Zniesmaczony wracam do pokoju.

Następnego dnia wróciłem do Bangkoku.

Hua Hin

Hua Hin

*farang – Biały obcokrajowiec w Tajlandii