Ostatnie pół roku

W drodze na NordkappJuż niedługo minie pół roku od mojego przyjazdu do Norwegii i muszę przyznać, że było to najlepiej wykorzystane pół roku w moim życiu. Co prawda przez ostatnie 2 miesiące NIC się nie działo ale z tego co było wcześniej – niczego nie żałuję. Na początku podróż to była jedna wielka niewiadoma. Czas jednak poskładał wszystko w całość tworząc półroczny „Norwegian Trip”. Tak wyglądał w skrócie:

Etap I: Na północ! (29 czerwca – 20 lipca)
Głównym celem był Nordkapp i koło podbiegunowe. Chodziło o to by przejechać cała Norwegię wzdłuż (wszerz niekoniecznie się da ;)). Jechałem powoli, zaliczając co tylko możliwe po drodze. Gdy opuszczałem Polskę było około 20 stopni. Przylatując do Norwegii zastałem +30. To było pierwsze zaskoczenie. Gdy szedłem w góry Rondane, jeszcze z 20-kilogramowym plecakiem, myślałem „jak to fajnie by było, być już za kołem podbiegunowym”. Szedłem w góry a jednocześnie chciałem jechać dalej. Ciągnęło mnie jak najdalej w nieznane, ku przygodzie. Nie rozumiałem, że w końcu i tak na wszystko przyjdzie czas. Gdy dotarłem za koło podbiegunowe, zostałem ponownie zaskoczony. Północ okazała się zupełnie inna od tego czego się spodziewałem. Myślałem, że będzie tu „inny świat” a okazało się, że jest tak samo jak na południu, tylko mniej ludzi… ale za to jacy! To właśnie północ najmilej wspominam z całego wyjazdu, przede wszystkim dzięki poznanym tam ludziom. Nordkapp i Lofoty to miejsca, które przyciągają wyjątkowe osobistości. Nawet komercjalizacja tego nie zniszczy. I niech tak pozostanie.

Etap 2: Szukanie pracy (21 lipca – 30 lipca)
Po Nordkappie przyszedł czas na znalezienie pracy. Trwało to 10 dni. To były chyba najtrudniejsze dni w całej wyprawie. Gdy budżet przeznaczony na podróż topniał z dnia na dzień nie wiedziałem jak to się skończy. 10ego dnia zostałem z dwiema koronami przy duszy. Wtedy los uśmiechnął się do mnie i mnie uratował.

Etap 3: Nusfjord (30 lipca – 21 września)
Życie na pewno nie jak w Madrycie ale jak na Lofotach. Daleko do sklepu, zmienna pogoda, masa turystów i piękne widoki. Ponad miesiąc i w zupełności wystarczy.

Etap 4: Na południe! (22 września – 9 października)
Zaczyna się robić ciemno więc czas ruszać w stronę światła. Kryzys pogodowy daje o sobie znać. Robi się też co raz zimniej. Ja na zimę nie przygotowany ale twardo jadę dalej. Co raz więcej myślę o powrocie do Polski. No ale przecież wcześniej trzeba dojechać na lotnisko i tak. Po drodze zatrzymuję się w Førde u znajomego i… zostaję tu na ponad 2 miesiące. Znowu praca…

Etap 5: Førde (9 października – 21 grudnia)
Nic ciekawego :).

Dzisiaj wracam do Polski. Do Norwegii na pewno jeszcze wrócę i to prawdopodobnie już za kilka miesięcy. Nadal są miejsca, w których jeszcze nie byłem a które koniecznie chcę odwiedzić. Nadal mam powody by tu wrócić. Myślę, że spokojnie mogę dodać na blogu nową kategorię: „Norwegia”.

  • Świetna, treściwa relacja. Brakuje tylko dat przy etapach.

    Witaj w Polsce :)