Lillehammer

Wodospad w Lillehammer na rzece Mesna Przyjazd do Lillehammer nie byl latwy. Najpierw mialem spory problem z wydostaniem sie z Oslo. Potem wyladowalem kolo lotniska wojskowego gdzie nie bylo gdzie lapac i do tego pelno policji. Po dlugim marszu znalazlem dobre miejsce. Dosc szybko zatrzymal sie pierwszy samochod. Probuje rozmawiac po angielsku ale kierowca nie bardzo, pokazalem mu mape, gdzie jade, ok, wsiadam. Gdy zaczeli rozmawiac miedzy soba okazalo sie, ze to… Polacy! Kierowca znal lepiej norweski niz angielski bo tego drugiego juz nie uzywa. Po poludniu bylem juz w Lillehammer. Miasteczko nawet przyjemne, przypomina mi troche Garmich-Partenkirchen. Gdyby nie olimpiada zimowa w 1994 nikt by o tym miejscu nie slyszal, a teraz sciagaja tu masy turystow. Dla tych co nie uprawiaja sportow zimowych nie ma tu za wiele do zwiedzania. Skocznia narciarska z ktorej mamy widok na cala okolice i wioska olimpijska to wlasciwie wszystko co mozna zobaczyc. Jednak odkrylem jedno ciekawe miejsce, ktorego nie wskazuja zadne przewodniki. Tuz przy drodze na skocznie, wystarczy skrecic w boczna drozke idaca w las i przy przejsciu przez rzeke Mesna spojrzec w lewo. Za drzewami ujrzymy wodospad troche w stylu plitvickim. Mozemy do niego dojsc po kamieniach. Gdyby nie lodowata woda moznaby poczuc sie tu jak w raju. Spedzilem przy wodospadzie godzine i nikt w miedzyczasie tam nie przyszedl (a przez rzeke przechodzilo sporo ludzi). To jedyne miejsce, ktore urzeklo mnie w Lillehammer.

  • Nooo! W końcu zdjęcia :) Czekam na więcej….