Przez krajobraz księżycowy

Autostrada Hiszpania Cel jest prosty: Santiago de Compostela. Oczywiście najpierw trzeba się wydostać z Barcelony a to nie takie proste. Najpierw wyjazd metrem gdzieś na obrzeża miasta, potem szukanie odpowiedniej drogi wylotowej. Jak droga już jest to trzeba znaleźć miejsce do łapania. Po wędrówce przez parki, osiedla, parkingi i autostrady udaje się znaleźć takie oto fajne miejsce. Odwieczne pytanie: zatrzyma się ktoś jeszcze dzisiaj (jest jeszcze przed południem)? Autostradą zasuwają non-stop a na wyjeździe z tego mało ruchliwego osiedla jedzie coś raz na kilka minut. Ale oczywiście najważniejszy jest optymizm, który jak zawsze się sprawdza. Po 20 minutach zatrzymuje się młody chłopak z pasażerem z tyłu… psem, który wyraźnie wygląda na niezdrowego. Wyjątkowo siadam z tyłu. Jedziemy kilkanaście kilometrów i wysadza nas na rondzie. No to znowu sobie postoimy… Kolejne kilkanaście minut i zatrzymuje się ten sam chłopak tylko tym razem już bez psa. Kolejne kilometry. Lądujemy na jakiejś bocznej drodze. Zabiera nas ktoś i wyrzuca w jakiejś małej mieścinie. Po minucie wraca i mówi, że zawiezie nas nas na stacje bo tam będzie łatwiej. Stacja, pośrodku niczego, jakieś pustynne tereny dookoła, niedaleko widać autostradę. Parę dystrybutorów, jeden samochód. Dalej na parkingu trzy TIRy. O, jest się kogo spytać. Podchodzimy… oczywiście Polacy! W końcu żaden miejscowy by tu nie zabłądził… Niestety nie mogą nam pomóc bo gdzieś tu w okolicy mają zrzut towaru. Udaje się złapać kolejną okazję. Błądzimy trochę po drogach ze względu na zamknięty kawałek autostrady w stronę Saragossy. Ciągłe postoje i ciągłe podjazdy po kilka-kilkanaście kilometrów stają się już męczące. 30 minut czekania przy wjeździe na autostradę i zatrzymuje się Sergio – sympatyczny Hiszpan mówiący bardzo łamaną angielszczyzną. Jedzie aż do Salamanki! Nie do końca jest to nam po drodze ale ważne, że jedziemy daleko. Sergio od razu się z nami zaprzyjaźnia. Zatrzymujemy się w Calatayud. Urocze miasteczko. Wstępujemy do cukierni, Sergio kupuje dla nas prezent: cukierki-karmelki Calatayudki – tutejszy przysmak. Jedziemy później do zamku Castillo de Ayub, z którego rozpościera się wspaniały widok na miasto i okoliczne tereny, typowe dla północnej Hiszpanii. Ogołocone wzgórza pokryte pyłem, krajobraz niemal księżycowy.

Calatayud Calatayud - widok z Castillo de Ayub Calatayud

Jazda z Sergio mija w miłej atmosferze. Pomimo jego bardzo łamanej angielszczyzny udaje nam się dogadać (oczywiście jest przy tym dużo śmiechu). Cały czas jedziemy przed bezludne tereny mijając co jakiś czas niewielkie miejscowości. Pod wieczór zatrzymujemy się przy kolejnym zamku: Castillo de Penafiel. Zachód słońca dodaje dodatkowego uroku krajobrazowi. Rozstajemy się z Sergio w okolicy Villavieje. Miło by było pojechać do samej Salamanki ale jest to za bardzo nie po drodze do Santiago de Compostela.

Castillo de Penafiel Castillo de Penafiel Widok z Castillo de Penafiel