Barcelona

Sagrada Familia Przyjazd do Barcelony okazał się bezproblemowy. Od granicy z Francją do samego centrum miasta tylko 3 stopy bez dłuższych postojów. Jesteśmy już w mieście ale nie mamy noclegu. Znalezienie coucha w Barcelonie graniczy z cudem. Kilkadziesiąt requestów – zero pozytywnych odpowiedzi. Trzeba znaleźć cokolwiek innego. W informacji turystycznej polecają dwugwiazdkowy hotel blisko centrum. „Tylko” 25€ za dobę. Hotel położony między wąskimi uliczkami prawie w centrum, w holu całkiem przyzwoicie, pokój z łazienką całkiem elegancki. Gdzie jest haczyk? Jako, że w pokoju było dość duszno postanowiłem otworzyć okno… i jest! Znalazłem haczyk, czyli zapierające dech widoki prosto na betonowe ściany i szyby wentylacyjne. No dobra, ale nie przyjeżdża się do Barcelony żeby podziwiać widoki z okna hotelu. Pora ruszyć na miasto. Sagrada Familia, to zawsze chciałem zobaczyć. Ale już mi się odechciało. Wrócę tam za kilka(naście) lat jak zostanie dokończona. O ile to w ogóle możliwe. Kolejki do kas tak długie jak w Polsce na Kasprowy. Nie rozumiem tych ludzi, przyjeżdżają do Barcelony żeby postać w kolejce? Znam ciekawsze zajęcia.

La Rambla La Rambla La Rambla Market

Pora na kolejną atrakcję: Camp Nou. Zanim znalazłem wejście okrążyłem prawie cały stadion. Cena dla studentów zaledwie 14€! O jak fajnie, w końcu przyda się karta Euro<26 (i był to jedyny raz w całej podróży kiedy się przydała…). Po wejściu na stadion – smród. Nie wiem czym oni polewają tę murawę ale śmierdzi to jak siano polane moczem. Jak na największy stadion w Europie to od środka wydaje się dość mały. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nawet siedząc na najwyższych miejscach płytę boiska widzimy jak na dłoni. Niestety, stadion nie wypełniony kibicami wygląda bardzo smutno.

Barcelona Barcelona Camp Nou

Później powłóczyłem się jeszcze po mieście to tu to tam. Warto się przejść La Ramblą – najdłuższym deptakiem w mieście. Pojechać na Placa de Espanya i pójść w stronę Muzeum Sztuki skąd rozpościera się całkiem niezły widok na całą Barcelonę. Samo miasto jest całkiem przyjemne. Oczywiście pełne turystów ale nie jest jakoś koszmarnie zatłoczone. Fontanna to tu to tam, piękne palmy, dużo zieleni. Chociaż jak się skręci w jakąś boczną wąską ulicę to lądujemy prawie w slumsach. Przynajmniej tak to wygląda. Trzeba uważać na kieszonkowców, zwłaszcza na La Rambla.