Hiszpański mit o autostopie

Reklama w BarceloniePrzed wyjazdem gdy czytałem opinie ludzi o autostopie w Hiszpanii, wszyscy przestrzegali, że jest tam bardzo ciężko, że ludzie tam nie rozumieją idei autostopu, że jest niepopularny i trzeba liczyć na obcokrajowców. Przyznam, że nie bardzo wiem skąd się to wzięło. Podróżując po tym kraju nie było większego problemu ze złapaniem okazji. Czasami miałem wrażenie, że w im gorszym miejscu się stoi, tym prędzej coś się zatrzyma. Trzeba jedynie uważać by nie wylądować na jakimś odludziu gdzie samochód jedzie raz na 15 minut – wtedy można stać nawet i pół dnia. Saragossa, wjazd na autostradę, czekamy kilkanaście minut by złapać kierowcę, który zawiezie nas 500km aż za Valladolid. Po drodze zwiedza razem z nami okoliczne punkty widokowe. Stacja benzynowa przed Huelvą. Siedzimy sobie z tabliczką „Sevilla” (nie machamy), zapada zmrok. Został już tylko jeden samochód. Mężczyzna w średnim wieku podchodzi i zaprasza nas do samochodu bo jedzie do Sevilli, nawet nadrabia parę kilometrów żeby wyrzucić nas na wylotówce na Cadiz. Droga do Los Palacios, prawie pustynia, okropne miejsce do łapania, kierunek na miasto a nie na autostradę na Cadiz gdzie chcemy jechać a wystarczyło kilka minut by zatrzymał się Alvaro – Hiszpan, który wziął sobie urlop żeby pojeździć po andaluzyjskiej prowincji. Prze kolejne dwa dni zwiedzamy z nim klify, przylądki i miasteczka prowincji Kadyks. Coś pięknego.

I jak tu nie wierzyć w hiszpański autostop?