Fiordy i po fiordach…

Drabina Trolli Od czasu Bergen autostopuję prawie cały czas sam. Idzie o wiele lepiej. Byłem już nad Sognefjorden – esencja całej zachodniej Norwegii. Z Sogndal pojechałem w stronę Lom drogą prowadzącą przez cudowny płaskowyż z najwyższym szczytem Norwegii – Galdhøpiggen. Jest to jedna z dróg, którą warto się przejechać dla samych krajobrazów. Kolejny dzień i kolejny fiord – Geirangerfjord i Trollstigen (Drabina Trolli). Takie drogi to chyba tylko w Norwegii budują… Bo kto widział żeby kłaść asfalt zygzakiem tuż nad przepaścią 1800m n.p.m.? Wrażenia z jazdy bezcenne, a do tego obok 180-metrowy wodospad. Tak mi się to spodobało, że kolejnego dnia przejechałem się tam jeszcze raz. Tegoż samego dnia (czyli dzisiaj) dotarłem aż do Trondheim. Po 10 minutach pobytu w mieście już miałem załatwiony nocleg u Polaków w tutejszym akademiku :). Jutro zwiedzanie miasta, a pojutrze? Zobaczymy…

  • Agnieszka

    Wreszcie jakieś fotki :)

  • Też się cieszę z fotki, tylko mogłeś ją wstępnie obrobić bo zajmuje ~1MB i w Nałęczowie trochę się ściągało.