Welcome to Hel(l)

Hel - latarnia morska5 sierpień 2007 – O 7 wyszedłem z domu i pojechałem do Gdańska nad Motławę kupić bilety na tramwaj wodny. Byłem jakiś 40 w kolejce. Gdy byłem 15 okazało się, że biletów na 8:30 już nie ma :(. Razem w Bogusławem podjęliśmy decyzję, że jedziemy do Sopotu i stamtąd o 11 na Hel. Byliśmy na miejscu o 9 (9:30 otwierają kasy) i sytuacja podobna jak w Gda – kolejka długa a później okazuję się ze na 11 już też bilety się skończyły. Pozostaje jechać o 15. Niestety sam. Ale… O godz 11 weszliśmy na molo z nadzieją, że może jakieś „koniki” będą sprzedawać bilety. Nie było. Tuż przed odpłynięciem promu spytałem biletera czy znalazłoby się jeszcze miejsce dla nas. On bez wahania odpowiedział „Jasne! Wsiadajcie!”. Oczywiście bez biletów :D. W ten sposób złapaliśmy pierwszego stopa :). 1.5h później byliśmy już na Helu. Fotki można obejrzeć TUTAJ. O 15:30 Bogusław chciał wracać do Gdańska ale biletów oczywiście już nie było. I tak samo jak w tą stronę udało mu się złapać prom na stopa :).
Zostałem sam. Najpierw szukałem jakiegoś transportu wodnego do Ustki albo ewentualnie Władysławowa ale wszystko pływa tylko po zatoce gdańskiej albo wokół cypla. W takim razie poszedłem na wylotową drogę z Helu. Nie minęło 10 minut i już zatrzymał się Fiat Cinquecento z młodym małżeństwem. Podwieźli mnie do Władysławowa (jechali do Gdańska). To był mój błąd ale o tym w następnym wpisie. Władysławowo = koszmar! Ile tam ludzi i samochodów… Plaże pełne, uliczek dużo i wszędzie masa ludzi, wlotowe drogi całkowicie zakorkowane (jakieś 5km przed samym miastem) a ceny to wszędzie jakby z kosmosu. Dlatego udałem się trochę dalej do Chłapowa. Mniej ludzi, taniej i przyjemniej. Chciałem dojechać jeszcze do Jastrzębiej góry ale już nie miałem sił to zatrzymałem się tutaj.

Tak minął pierwszy dzień podróży.

  • Z niecierpliwością czekam na kolejne relacje z podróży