Eurowizja 2007

eurovision_song_contest_logosvg.png
Czyli jak wśród tandety i kiczu odnaleźć coś wartościowego. Muszę przyznać, że tegorocznym zwycięzcą jestem zaskoczony. Był to jeden z trzech moich faworytów, którzy trzymali jako taki poziom. Poza Serbią typowałem również tenorów z Litwy – kawałek ambitny i w miarę przebojowy ale nie bardzo eurowizyjny. Niestety (albo stety) zajęli miejsce u dołu tabeli (chyba 3 od końca) dostając jedynie 12pkt (max) od Irlandii – najbardziej umuzykalnionego narodu Europy – co akurat nie powinno dziwić, w końcu mają gust… Ostatnim moim faworytem była wokalistka z Węgier. Świetny głos (podobny do Bonnie Tyler) ale piosenka niestety słaba. Gdyby była lepsza wróżyłbym im miejsce w czołówce (mimo to, zajeli cos koło ~10 miejsca). Pozostali to albo byli nijacy albo nadawali się od razu do spuszczenia z wodą w showbiznesowym kiblu (np. Ukraina która zajęła 2 miejsce!!). Inni znowu pomylili festiwale. Taka np. Irlandia nadawała się na festiwal muzyki ludowej a nie komercyjnej… Za to tak jak rok temu świetnie się spisał Artur Orzech w roli komentatora wyśmiewając najpierw co niektórych „artystów” a później przewidując wyniki jakie dany kraj przyzna pozostałym, co jasne pokazuje, że piosenki na tym kicz-festiwalu to sprawa drugorzędna. Polityczna poprawność musi być i już!
Jedyne co NAPRAWDĘ było warte obejrzenia to występ Apocalyptici (w Finlandii jak i całej Skandynawii bardzo popularni).